Kategoria: Tecumseh

W KAMIENNYCH MIASTACH

Tecumseh oczyścił kalumet z resztek tytoniu i popiołu, po czym schował go do skórzanego woreczka. Podniósł oczy na brata i patrzył na jego ogorzałą, zniszczoną twarz, na czoło poorane zmarszczkami. Spoczywające na kolanach ręce były spracowane, skóra popękana. Ciężkie musiałeś przeżywać

PRZEWODNIK W PUSZCZACH

Elskwatawa roześmiał się szeroko. Przyciągnął ku sobie spod ściany niedźwiedzią skórę i rozłożył się na niej wygodnie. Tecumseh zdziwiony zachowaniem brata, patrzył niezadowolonyGdzie byłem? Wszędzie! — wykrzykiwał Elskwatawa. — W Nowym Jorku, Halifaksie, Filadelfii, Quebec, Nowym Orlea­nie i jeszcze dalej…

NIE WOJOWNIK LECZ BRAT

Z szyderczym uśmiechem sięgnął do kieszeni marynarskiego munduru i wydobył flaszkę. Wyjął korek i przytknął butelkę do ust. Ostry zapach alkoholu napełnił wigwam.Przestań! — zawołał ostro Tecumseh. — Zabroniłem wojo­wnikom Szawanezów pić ognistą wodę!Ty zabroniłeś? Hi, hi, hi — zarechotał

ZGUBA BIAŁYM I CZERWONYM

Kos położył rękę na ramieniu gościa. Powiedział przyjaźnie: Woda ognista przynosi zgubę wszystkim, białym i czerwo­nym. Piją tylko głupcy, a ty, bracie, skoro poznałeś świat i wiele mądrości, powinieneś o tym wiedzieć. — Tecumseh ma kłopoty z backwoodsmenami, jutro zbiera się

KRZĄTANIE WOKÓŁ WIGWAMU

W drzwiach wigwamu pojawiła się nagle Zorza Ranna, ale widząc obcego, zawahała się i nie weszła do środka. Ryszard powstał. Zostańcie sami — powiedział. — Macie sobie tyle do po­wiedzenia.Tecumseh przyzwalająco skinął głową. Kos wyszedł z chaty i spojrzał na zalaną

TYLKO KOLOR INNY

Ryszard Kos ubrany w indiański strój, pięknie wyhaftowany rękoma Zorzy Rannej, wyszedł przed chatę Tecumseha. Wyglą­dał jak Szawanez. Jedynie barwa skóry zdradzała rasę. Odetchnął czystym, wonnym powietrzem. Przeciągnął się. Ścieżka wydepta­na przez łąkę zaprowadziła go nad rzeczkę. Czysta woda po­kazywała

DOCIEKLIWOŚĆ DZIEWCZYNY

A gdzie mieszka twoja squaw? Ryszard roześmiał się, ubawiony dociekliwością dziewczyny. Zrozumiał powód jej ciekawości. Powiedział poważnie:Nie mam sąuaw. Jestem wolny jak wiatr, co gnie czuby drzew. Nikt na mnie nie czeka.A ojciec, matka?„Nie żyją, a mogiły ich są daleko stąd,

PIĘKNE PIÓRA WE WŁOSACH

Spłoniła się jeszcze mocniej i czmychnęła w stronę rzeki. Patrzył za nią, aż znikła w zieleni krzewów. Wtedy odwrócił się z wolna i wszedł pomiędzy chaty wioski. Koło południa znowu zadudnił miarowym rytmem bęben szama­na. Dzisiaj dudnienie jego było inne, spokojne,

MĄDROŚĆ I ŻYCIOWE DOŚWIADCZENIE

Wodzowie i szamani przychodzili na plac i siadali two- | rżąc koło. Byli już wszyscy. W milczeniu czekali na Tecumseha.Chodźmy, oczekują nas najświatlejsi mężowie Szawanezów i zaprzyjaźnionych plemion — powiedział Tecumseh do Ryszarda.Jestem biały, wodzu, mogą mi nie ufać. Zostanę

PIĘĆDZIESIĘCIU

Było ich ponad pięćdzie­sięciu. Skupione, kamienne twarze i nic nie mówiące oczy. Ręce złożone na kolanach. Dostojnie panująca cisza.Ryszard dyskretnie obserwował oblicza starszyzny. Pełen zadumania stwierdził, że nie było wśród siedzących Elskwatawy — brata Tecumseha. Ponadto wokół Rady Starszych nie zgromadzili

NADCIĄGA ZAGŁADA

Następnie powiódł oczyma po zgromadzonych i po­wiedział: Bracia, zwołałem was, bo na ziemię ojców i dziadów na­szych nadciąga zagłada. Musimy radzić, musimy znaleźć ratunek dla naszych dzieci i kobiet, starców i wojowników, zapewnić prochom naszych przodków, spoczywającym w tej ziemi, ciszę

CIEPŁO SŁOŃCA

Długo to trwało. Wreszcie kalumet trafił do Kosa, a on przekazał ją z kolei Tecumsehowi. Wódz oczyścił fajkę,, włożył ją do woreczka, który zawiesił na szyi. Wstał. Wyciągnął ręce ku słonecznej tar­czy na niebie i zaczął mówić:Bracia, Wielki Manitou stworzył

ZAGRODZIĆ DROGĘ

A później, gdy po nas zostaną tylko zbezczeszczone kości zmar­łych, zniszczą inne plemiona czerwonej rasy — Saków, Winnepagów, Ottawów, Czipewejów, Osedżów, a nawet Pawnisów, Da- kotów,’ Lisów, Czarne Stopy, Komanczów i wszystkich, wszyst­kich! — Wódz umilkł, ale jegtf słowa jeszcze

CAŁA ZIEMIA

Jesteśmy jednym narodem i cała ziemia jest nasza. Zaniechajmy międzyplemiennych waśni, a zjednoczeni zwyciężymy białych. Przerwał. Odetchnął głęboko i prawą ręką wskazując I na krąg siedzących dorzucił: — Mówcie! Tecumseh słucha waszych rad!Wódz Szawanezów usiadł. Pierwszy podniósł się Skrzydlaty Cień i powoli