PAŃSTWO W DOKTRYNIE

Państwo staje się w tej doktrynie centralnym, nic nad sobą nie uznającym zjawiskiem życia narodowego.Już druga połowa wieku XVI jest takiej doktry­nie, wydawałoby się, przeciwstawna, ale przeciw­stawienie jest tylko pozorne. Druga połowa XVI wieku jest wyjątkowym w dziejach myśli polskiej okresem, w którym problem wierzeń religijnych stoi wraz z problemem ustroju politycznego pań­stwa na pierwszym planie myśli i działalności poli­tycznej. Wyjątkowy to w dziejach Polski okres za­interesowania teologią, obfitości literatury teologicz­nej, dyskusji teologicznej, sporów teologicznych — Polacy zwykle nie są do nich skłonni. Ale jest to równocześnie okres, w którym nie tylko polscy pro­testanci, ale także poważna część katolików, z pry­masem Jakubem Uchańskim na czele, oddać chce decyzję w sprawach wiary w ręce państwa.

PRAWO NARODOWE

Prawo narodowe zostało postawione w tych słowach po­nad prawem ogólnoludzkim, prawo państwa do zmiany prawa — ponad poglądem średniowiecznym, iż prawo powinno być niezmienne, że dobre jest prawo „stare”, że każde prawo, które ma za sobą próbę trwania przez wieki, jest i pozostaje dobrym prawem. A konsekwencją jest nowa, średniowiecz­nej przeciwstawna hierarchia dziedzin życia i odpo­wiadających im nauk. Nie teologia, lecz medycyna, ucząca, jak podtrzymywać życie biologiczne ludzi, jest dla Kallimacha na pierwszym planie, po niej następują nauki wykładające, jak podtrzymywać życie społeczne — czyli państwo. Religia ma zna­czenie dla życia społecznego o tyle, o ile spełnia funkcję jego podtrzymania. Oto obraz człowieka społeczeństwa stworzony w okresie Odrodzenia przez spolszczonego Włocha i włożony przez niego w usta doradcy królewskiego i dostojnika Kościoła, arcybiskupa lwowskiego.

WSZYSTKIE CELE

Nie religijne, ale ziemskie cele bezpie­czeństwa i wolności są „koniecznościami” życia ludzkiego. I te cele mają być wskazówką dla pra­wodawcy. „Podstawy praw mieszczą się nie w ich sprawiedliwości, lecz w ich użyteczności odpowied­nio do poglądów narodów… Nie należy w prawach przykładać większego znaczenia do sprawiedliwo­ści niż do warunków czasu, rzeczy, miejsca, stano­wiska obywateli, toteż należy nazwać prawa uży­tecznymi, a nie sprawiedliwymi.” Prawo w tym uję­ciu nie jest narzędziem dla celów pozaziemskich, lecz dla celów ziemskich, nie jest ogólnoludzkie, lecz zróżnicowane narodowo, nie jest niezmienne, lecz zależne od warunków czasu i miejsca.

NA ZAWSZE SPORNE

Nie Rady Kallima- chowe — zawsze chyba pozostanie sporne, co jest w nich autentyczne — lecz jego Żywot Grzegorza z Sanoka ujął najjaśniej tę teorię. I nie to jest istot­ne, czy to rzeczywiście poglądy Grzegorza z Sano­ka, istotne jest, iż takie poglądy mógł Kallimach włożyć w usta doradcy Kazimierza Jagiellończyka. Przyjąć więc chyba można, że doktryna polityczna,z Żywota Grzegorza z Sanoka odczytać się dająca, oddaje atmosferę polityczną dworu królewskiego ostatnich lat Kazimierza Jagiellończyka, lat pano­wania Jana Olbrachta, a trwa i później.Nowa jest w tej doktrynie hierarchia wartości. „Rzeczy godziwe ustępują wobec rzeczy użytecz­nych, rzeczy użyteczne wobec koniecznych” — pi­sał Kallimach w r. 1478. Konieczność decyduje w ostatniej instancji, choćby była w konflikcie z go- dziwością, godziwość ustępuje przed tym, co uży­teczne, miejsce jest na nią tylko wtedy, gdy nie staje się to sprzeczne z pożytecznością.

ŚWIADOMOŚĆ KONFLIKTOWOŚCI

Długosz wydaje się być świadom konfliktowości przyjętych przez siebie ocen, różno­rodnych kryteriów przyjętych przy tych ocenach, różnorodności kryteriów oceny prywatnego życia króla, a oceny jego roli politycznej. I ta ostatnia ocena z punktu widzenia polskiej racji stanu stano­wi ogólną ocenę władcy, władcy, a nie człowieka- -jednostki, władcy, czyli funkcji w państwie i dla państwa.W świat nowy wkraczamy w pełni niedługo po Długoszu. Wyrazem tego novum jest zarówno po­gląd Jana Ostroroga, jak i Kallimacha. U pierwsze­go ograniczony w istocie do konkretów, u drugiego ujęty w ogólne sądy, w teorię. Teorię tę wykładał trzem kolejnym królom Polski, a nie innej uczyła czwartego — Zygmunta Augusta — Bona Sforza, wyrosła w tej samej co Kallimach atmosferze poli­tycznej włoskiego Odrodzenia.

W TYM SAMYM KIERUNKU

W tym samym kierunku, ale o ileż dalej poszedł Długosz, w sa­mych słowach już renesansowy. „Nie tylko pań­stwo nowymi siłami ożywił, ale je wzniósł’ i uświet­nił [,..J Ojczyzny wielki miłośnik, to miał przede wszystkim na celu, aby jej pożytecznie służyć, po­mnażać jej dobro i chwałą” —< pisał, zamykając taką syntezą obraz dziejów Kazimierza Wielkiego. Cnoty to polityczne tylko, a nie teologiczne, cnoty znaj­dujące swój wyraz w stosunku do państwa jako ca­łości, do państwa jako ojczyzny, a nie w stosunku do grup społecznych czy jednostek w państwie. Syntetyczna ocena Kazimierza Wielkiego jako wład­cy jest zupełnie odmienna od wyprzedzających ją ocen jego poszczególnych czynów i na innych kry­teriach się opiera.

WCZEŚNIEJSZE OCENY

Miał przed sobą różne wcześniejsze, ogól­ne oceny różnych władców Polski, poczynione przez wcześniejszych historyków i kronikarzy, wcześniej­sze polskie „zwierciadła władcy”. Czytał u Galla, że wielkość Bolesława Chrobrego polegała na „gorli­wości około służby bożej”, zmuszaniu podbitych do przyjęcia prawdziwej wiary, pobożności, sprawie­dliwości, bezstronności. U Kadłubka miał inny mo­del władcy — Kazimierza Sprawiedliwego, skrom­nego, łagodnego, uprzejmego, sprawiedliwego. Już inaczej patrzył podkanclerzy Kazimierza Wielkiego Janko z Czarnkowa na swego króla, gdy pisał, że „rządził po męsku i sprawiedliwie narodem od Boga powierzonym […] mając bowiem Boga za obrońcę, nie obawiał się ludzi”; to jeszcze obraz władcy, którego stosunek do Boga jest na pierwszym planie, choć już bez wzmianki o Kościele i jego roli, a rów­nocześnie obraz władcy, którego charakterystyce służy realizacja zadań wobec zbiorowości, narodu, nie indywidualne cechy charakteru.

WPŁYW ODRODZENIA

Zaczyna się wpływ Odrodzenia, wpływ jego nauki o społeczeństwie, państwie, wła­dzy. Człowiek Odrodzenia, także Polak Odrodzenia, jest nadal człowiekiem religijnym, może pod wpły­wem reformacji nawet głębiej religijnym niż czło­wiek końca średniowiecza. Ale będąc religijnym, zaczyna coraz wyraźniej oddzielać sferę życia reli­gijnego i życia doczesnego, ziemskiego, sferę wiary i sferę praktycznego, na obserwacji niezależnej od wiary opartego doświadczenia.Pierwszy krok na tej drodze uczynił w Polsce Jan Długosz. Średniowieczny nieraz, wedle kryte­riów religii oceniający konkretne działania konkret­nych osób, choćby osoby Kazimierza Wielkiego, przez Boga ukaranego za walkę z Kościołem tym, że nie miał syna. Ale inny, renesansowy w swych ocenach ogólnych, choćby tego samego Kazimierza Wielkiego.

SIĘGANIE DO ŚRODKÓW

Jego wyraz znajdujemy w Polsce w początkach XV wieku, gdy wobec agresji krzy­żackiej sięgano do środków uważanych za sprzecz­ne z obowiązującym wówczas prawem, gdy na przykład walczono z chrześcijańskim zakonem w so­juszu z heretykami — husytami czy „poganami” — Tatarami i Żmudzinami. „Konieczność nie zna pra­wa” — cytował Paweł Włodkowic zasadę prawa rzymskiego — koniecznością uzasadnił i prawo ucie­kania się do takiej pomocy w wojnie, i prawo wład­cy do odebrania poddanym ich majątku, czyli nało­żenia na nich podatków bez ich zgody. Powoli po­gląd ten przekształcał się w inny, już ogólny. Państwo istnieje „dla swego własnego celu”, ziemskie­go, doczesnego, nie służy innym „wyższym” celom metafizycznym.